3.09. Środa Za Zaporą Zhinvali i monumenem skręcamy na wschód.

W piewszej napotkanej wiosce kupujemy chaczapuri z chrupiącą skórką, 2,5 l colę, mrożone chinkali i z takim mniej więcej zapasem wybieramy się w wysokie góry.

Naszym celem jest słynna droga do Omalo. Sklasyfikowana jako siódma najniebezpieczniejsza droga na świecie. Podobno przejazd 75 km z Kvemo Alvani do Omalo zajmuje około czterech godzin. Czas samemu sprawdzić jak to wygląda.

Życie zatrzymało się tutaj ewidentnie, Wszechobecne żółte rury z gazem, poradzieckie magazyny, budynki mieszkalne z pustostanami cześciowo zajętymi. No nie jest to bajka dla turystów raczej koszmar.

Przygodę z drogą do Omalo rozpoczynamy w miejscowości Lechuri.

Wioska cała w kurzu trwa remont drogi.

Wyjeżdżamy na ładny asfalt.

Totalne zaskoczenie. Jak to możliwe, miało być zdradliwie, karkołomnie, a tutaj asfalt. Kawałek dalej zostaliśmy szybko sprowadzeni na ziemię.

Zaczęła się właściwa droga do Omalo- górska, kamienista, wąska. Bez barierek zabezpieczających przed zsunięciem się w przepaść. Co kawałek przeprowadzane są remonty.

Wielkie koparki wiszą nad przepaścią i coś tam podsypują. Mijamy ogromne ciężarówki Co nie jest łatwe.

Musimy zjechać pod wielki nawis skalny i czekać aż przejadą. Przy skale też nie jest bezpiecznie bo spadają kamienie. Mijaliśmy już auta z rozbitą przednią szybą.

Przejeżdżamy przez wartkie strumienie i wodospady spadające na drogę. Widoki przepiękne, ale trzeba się skupić żeby nie wjechać w przepaść.

Jest niebezpiecznie. Dowodem są mijane kapliczki w formie krzyża, upamiętniające tych, których pokonała ta trasa.

W kapliczce takiej często stoi butelka czaczy gruzińskiego mocnego samogonu. Wspinamy się dzielnie nie zostajemy z tyłu.

Przed nami i za nami marszrutki z turystami. Przed wjazdem na przełęcz znikają lasy.

Wielkie zbocze góry i wijąca się do góry droga. Jeszcze wyżej, wyżej ostre zakręty. Nie wierzę, że mamy jeszcze tyle do pokonania.

Zbocza porośnięte różowymi kwiatami.

Końcówka to już horror!! Jazda we mgle i przesuwających się chmurach.

Dojechaliśmy do Przełęczy Abano na wysokość 2826 m n.p.m – to najwyższa przejezdna przełęcz w Wielkim Kaukazie. Niewielka Tuszetia ( do której właśnie zmierzamy) wciśnięta jest w swoistym narożniku, między Kachetię, Dagestan a Czeczenię. Jest ona oddzielona od reszty kraju wysokimi górami kaukaskiego łańcucha, który na tym odcinku prawie “nie schodzi” poniżej 3000 m n.p.m. Nic więc dziwnego, że pierwszą drogę dla ruchu kołowego doprowadzono tu dopiero pod koniec XX wieku. Pokręciliśmy się trochę po przełęczy.

Jest tutaj kapliczka, niewielki sklepik.

Na parkingu stoi kilka zaparkowanych terenówek. Przeraźliwie wieje zimny wiatr, który przegania chmury.

Za wiele nie widać szykujemy się do zjazdu w dół do Omalo.

Droga prowadząca do wioski wcale nie jest łatwiejsza.

Po dobrych 4 godzinach i pokonaniu 75 km docieramy do głównej osady regionu, leżącej na wysokości 1880 m.n.p.m. i podzielonej na dwie części. Stare Omalo (Górne) to głównie kamienne średniowieczne wieże obronne .

W Nowym Omalo (Dolnym) są z kolei hostele i domy mieszkańców. Zbliża się wieczór i wszystko w tej dolinie wyglada dosyć mrocznie. Musimy jak najprędzej znależć miejsce na noc.

Omijamy Nowe Omalo i wjeżdżamy pod górę do Starego Omalo, je również zostawimy w tyle i wjeżdżamy na sam szczyt w sosnowy lasek.

Parkujemy w pobliżu białego busa ze Słowacji. Wokół robi się dosyć niespokojnie, zbliża się burza. Pasterze spędzają krowy i konie. Ledwie udało nam się przepakować busa i rozpętała się burza. Błyskawice rozświetlały dolinę i góry. Z deszczu zrobiła się ulewa. Busik nie przecieka. Nowe okna i uszczelki zadziałały 🙂 Robimy obiad na tej zdobycznej kuchence, bardzo nam podpasowała. Gotujemy zakupione wcześniej mrożonki. Miejscowy przysmak chinkali to pierogi, z których słynie kuchnia gruzińska. Wypełnione są mięsnym farszem i esencjonalnym bulionem. Gotujemy całą paczkę. Garnek trochę za mały, ale dalismy radę. W smaku takie sobie, naszych pierogów żadne inne nie przebiją. Najedzeni, opici i szczęśliwi, że tutaj dotarlismy, zasnęliśmy w chmurach.

4.09. Czwartek – wschód słońca nad Starym Omalo

O 7 rano obudził nas spektakularny wschód słońca. Z kubkami kawy siedzimy na krzesełkach i ogladamy to niesłychane zjawisko.

Siedzimy w chmurach i czekamy jaki obiorą kierunek. Czy opadną na dół, czy wzniosą się do góry. Spadły na dolinę.

Poszliśmy na bardzo stary cmentarz położony z drugiej stony wzgórza gdzie parkowaliśmy. Widok jak na pocztówce. Pasące się konie w tle kamienne wieże.

Przez wieki chrystianizowania Gruzji do Tuszetii napływali wyznawcy pogańskich kultów pragnący zachować “wiarę ojców”. Tuszetia była najpóźniej nawróconą częścią kraju, pierwszą świątynię wzniesiono tu dopiero w czasach nowożytnych, a dawne rytuały pozostają nadal obecne w życiu miejscowej wspólnoty.

Ślady pogańskich korzeni odnajdujemy w kamiennych nagrobkach, na pokrytym trawami cmentarzu.

Schodzimy w dół do trzypiętrowej twierdzy Keselo z 1230 r., która chroniła mieszkańców przed inwazją Mongołów i Dagestańczyków.

Wieża położona jest na wzniesieniu z dala od wioski. Zadziwiajace są te budowle. Układali płaskie kamienie jeden na drugim bez żadnej zaprawy. Jak to się przez tyle lat trzymało kupy i nadal trzyma.

Podobnie zbudowana jest wioska. Kamień na kamieniu. Wąskie uliczki, pokoje do wynajęcia. Małe stragany.

Trochę krów i koni, niewielu mieszkańców. Kilku turystów pędzi na szlak do kolejnej wioski.

W centrum Starego Omalo coś jakby rynek z pamiątkami. Jest tez knajpka. Dzień zrobił się słoneczny, wybieramy się do oddlonego o 15 km Dartlo.

W godzinę pokonujemy 15 km malowniczej, choć niełatwej trasy przez nadzwyczaj bioróżnorodny tuszecki rezerwat natury do Dartlo (2000 m n.p.m.). Część drogi prowadzi przez stary las porośnięty zwisającymi z gałęzi porostami.

Zbliżamy się do wioski, której strzegą khati – rytualne kamienne kopce, gdzie według lokalnych wierzeń mieszka dobry duch.

Po drugiej stronie rzeki na zboczu góry położona jest najładniejsza wioska historyczna w Tuszetii, Dartlo słynąca z zabytkowych baszt obronnych, średniowiecznych twierdz, kamiennych domów.

Rozciąga się stąd fantastyczny widok na rzeki Didi Khevi i Pirikita Alazani oraz chowające się w chmurach szczyty pasma Pirikiti. Na każdym kroku można poczuć jedność z pierwotną naturą, potęgą gór. Przejechalismy kamienny mosteczek.

Parkujemy nieopodal wioski przy schronisku.

Idziemy pod górę wąską ścieżką mijając dom za domem.

Z małymi podwórkami, na których bawią się dzieci, kobiety piorą na dworze ubrania, gotują obiad. Nie ma tutaj wodociągów, światła. Woda spływa z góry wężami.

Wszystko wokół jest bardzo stare i rozpadające się. Podobno mieszkańcy opuszczają te wioski na zimę, zostają nieliczni pilnujący dobytku. Ale nawet w lecie za żadne skarby nie zamieszkałabym w takim domu.

Idziemy do schroniska. Zamawiamy 2 herbaty.

Czekając dosyć długo obserwujemy pralkę automatyczną ustawioną obok na podwórku. Woda do niej grzeje sie na kozie. Prąd z agregatu. W drodze powrotnej mijamy sie ze śmieciarką. Tak z Omalo dojeżdża tutaj 15 km przez góry śmieciarka.

Wracamy tą samą drogą do Górnego Omalo. Z tamtąd zjeżdżamy do Nowego Omalo.

Niestety po burzy droga lekko się obsunęła i trwają prace remontowe. Cierpliwie czekamy. Trochę zaniepokoił nas lekko padający deszcz. W drodze powrotnej może być różnie. Grunt pod drogą jest sypki i widać, że ma tendencję do zjeżdżania w dół.

Mimo to decydujemy się na zjazd pomimo późnej pory.

Nie było lekko po drodze mijalismy ciężarówki,

jedna ogromna trąbiła na nas z dołu żebyśmy wcześniej zjechali bo się nie zmieścimy. O mały włos.

Dalej na drodze było stado krów o zupełnie nie skoordynowanych ruchach. Biegały jak oszalałe, a pastuch się na nie wydzierał. Te wszystkie mijanki to górny odcinek drogi w miarę wyremontowany i przejezdny.

Im niżej tym gorzej.

Rwące rzeki na drodze, spadające na auto wodospady. Dziury, kamienie, brak barierek, pełno wody i błota, a w dole przepaść. Jedna chwila nieuwagi i lecisz.

Wieczorem zjechaliśmy na dół . W pierwszej miejscowości w lasku nad rzeką czekali na nas znajomi z fb, którzy od maja podrózowali po Rosji i Azji i teraz przez Gruzję wracali do domu. Planujemy kawałek pojechać razem. Droga do Omalo warta była trudu pokonania tych 80 km. Dla kierowcy jest doskonałą lekcją jazdy w trudnym terenie. Dla pasażera rosnących z każdym mijanym kilometrem emocji. Bajeczne krajobrazy, dzikość przyrody. Wioski zatrzymane w czasie, Następny w naszym przewodniku to Park Narodowy Waszlowani.

Galeria

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.