31.08. Niedziela. –Wschód słońca nad Jeziorem Shaori
Raniutko wstajemy, kawa już bez towarzystwa niedźwiedzi 🙂 Rozpoczynamy trzeci tydzień podróży. Pogodę mamy upalną, ale ma to też swoje plusy. Odzież ograniczyliśmy tylko do spodenek i koszulki, jemy mniej. Kąpiemy się w każdej rzece, jeziorze, morzu niezależnie od ciepłoty wody. Pranie wysycha błyskawicznie 🙂 Buchanka stała się naszym domkiem i niechętnie oddalamy się od niej na dłużej niż 2 h. Przy śniadaniu zaplanowaliśmy dalszą część podróży. Dzisiaj naszym celem jest miasto Chiatura Opuszczamy piękne jezioro.
W mieście Tkibuli, prawdziwym herbacianym eldorado Gruzji zaparkowaliśmy w centrum. W 1825 r. otwarto tu pierwszą kopalnię węgla. W sumie było ich sześć. Wraz z upadkiem ZSRR upadły też kopalnie. – dziś działa tylko jedna Alternatywą stała sie uprawa herbaty. Obecnie w pobliżu Tkibuli uprawia się pięć gatunków herbat czarnych i zielonych. Korzystamy z okazji i kupujemy herbatę w małym sklepiku.
W mieście widać ślady górniczej działalności, ale jest tu czysto i zielono.
Zaraz za Tkibuli trafiamy na wyschnięty Zbiornik retencyjny Tkibuli. Utworzony na rzece o tej samej nazwie. Wody rzeki zostały w większości pochłonięte przez zapadlisko.
Pasą się na nim krowy i konie. Za zbiornikiem zjeżdżamy z głównej drogi prowadzącej do Kutaisi i skręcamy w głąb kraju w kierunku Chiaturi.
Powoli poknujemy kilometry górskiej drogi. Właściwie to już przywykliśmy do takich dróg krętych, wąskich i zawsze pod górę i temperatur powyżej 30 stopni. Wioska za wioską mijamy stada krów wędrujących po drodze, mijamy podupadłe gospodarstwa ogrodzone kawałkami blachy.
mijamy kilometry żółtych rur rozprawadzających gaz do domów w najdalsze zakątki Gruzji. Zbliżamy się do górskiej doliny, której środkiem płynie rzeka Kvirili. Wokół wznoszą się wysokie Góry Mescheckie -2850 m.n.p.m. należące do Małego Kaukazu. I właśnie tutaj, w tej dolinie ukryte jest górnicze miasto Chiatura.
Stajemy na górze, przed miastem, na punkcie widokowym. Dojeżdżała tutaj kiedyś kolejka. Dzisiaj stoi ogromny pomnik.
Przyjechała też policja i dyskretnie nas spisała nie wysiadając z samochodu.
Oglądamy z góry miasto. To manganowe eldorado.
Złóż tego cennego pierwiastka poszukiwał w tych rejonach pod koniec XIX w. gruziński poeta Akaki Cereteli – i znalazł je. Znaleziono 160 mln ton (!) manganu, a także żelazo .W 1905 r. produkcja manganu w Chiaturi wzrosła aż do 60% globalnego zapotrzebowania. W kopalniach pracowało 3700 górników – harowali po 18 godzin dziennie, pod ziemią również spali i jedli, nie mieli ani gdzie porządnie odpocząć, ani gdzie się załatwić czy wykąpać. Chiatura była i nadal jest ważnym ośrodkiem przemysłu manganowego w Gruzji.
Turystom miasto kojarzy się z miejscowymi kolejkami linowymi. Wybudowano je w 1954 r., aby ułatwić dowóz górników do pracy. System kolejek funkcjonuje w miasteczku do dziś. Pomimo fatalnego stanu technicznego i licznych awarii, miejscowi korzystali z nich aż do 2019 roku. Obecnie starych kolejek już nie ma, w ich miejsce pojawiła się nowoczesność.
W 2021 roku otwarto nowy system kolejek, który zastąpił stare linie obecnie funkcjonuje nowy francuski system kolejek wysokogórskich firmy POMA. No to czas przejechać się kolejką!
Zjeżdżamy do miasta i na samym początku wita nas monument Pomnik Wielkiej Wojny Ojczyźnianej otoczony blokowiskiem.
Szukamy parkingu i stacji kolejek. Udało nam się zaparkować przy samej rzece. Stacja kolejki jest bardzo nowoczesna, zupełnie jak w alpach przy wyciągach górskich.
Płacimy grosze i jedziemy w wagoniku. Niesamowte przeżycie. Sam fakt, że to komunikacja miejska, która łączy z centrum poszczególne górnicze blokowiska położone na zboczach doliny. Co za miejsce.
W dole industrialne krajobrazy opuszczonych bloków. Praktycznie większość budynków jest opuszczona albo sprawia wrażenie, że zamieszkiwana jest przez dzikich lokatorów. Jedziemy drugi raz dłuższą linią. Buja na wietrze wagonikiem. W dole płynie czarna rzeka.
Szukamy starej kolejki przeznaczonej dla turystów. Znaleźliśmy i od razu załapaliśmy się na darmowy kurs pod górę.
Pionowo do góry kikaset metrów jedziemy
zamknięci na klucz w maleńkim wagoniku z okragłymi okienkami. Na górze wypuścił nas obsługujący i kazał zwiedzać teren po byłej kopalni.
No cóż nie zbyt atrakcyjne te bydynki,
i wielka koparka
i kupa śmieci. Nic tu po nas wracamy.
Obsługa schłodziła nam wagonik zimną wodą z węża. Zjazd jeszcze gorszy niż wjazd. Że też dałam się namówić na te ekstremalne przeżycia 🙂 Na dole szukamy cienia i jakiejś knajpki. Nic tych rzeczy. Miasto sprawia wrażenie opuszczonego. Wracamy do buchanki. Powoli wyjeżdżamy z Chiaturi. Mijajmy linię kolejową Tbilisi – Poti – Baku. Wybudowano ją w 1872 r. żeby łatwiej przewozić rudy do stalowni w Zestaponi.
Na zboczach doliny stoją opuszczone bloki mieszkalne z czasów ZSRR i pozostałości zrdzewiałej kolejki.
Mijamy stare kopalnie i zawieszone na linach metalowe wagoniki na urobek. Zauważyłam, że te wagoniki w pobliskich wsiach wykorzystywane są na pojemniki na śmieci.
Przebijamy sie przez Mały Kaukaz do Gori. Robi się już wieczór czas na znalezienie miejsca postoju. Droga do Gori jest w totalnym remoncie. Wleczemy się w kurzu za mercedesem i polewaczką.
Przejechaliśmy nad autostradą nr 1. dalej polna droga doprowadziła nas na wspaniałe miejsce nad rzeką Mtkwari (Kura). Rzeka wielka i bardzo bystra. Udało nam się mimo wysokiego brzegu wykąpać i zmyć ten kurz.
Zachód słońca i pyszna kolacja. Nic nas nie gryzie. Nie ma komarów, much, niedźwiedzi. Tylko ta wspaniała rzeka i my. 1.09. Poniedziałek. Wschód słońca nad rzeką Kura.
Raniutko budzi nas jakś strzelanina. Chyba myśliwi. Pakujemy buchankę i odjeżdżamy.
Z parkingu przy Twierdzy Samtsevrisi widać rzekę i miejsce naszego noclegu. Jest dosyć wcześnie.
Podziwiamy rzekę. Jest potężna i swobodnie sobie płynie przez góry. Na parking podjechał bus z wycieczką kobiet. Mają taki objazd po pobliskich świątyniach. Kierowca i jednocześnie przewodnik zaczął nam opowiadać o monastyrach położonych w okolićy, że warto na chwilę zjechać z drogi do Gori i zobaczyć najpiękniejszy z nich. Takiego jeszcze nie widzieliśmy jak zapewniał. No to jedziemy.
W wiosce Ortubani Twierdza klasztorna Mzovreti położona na wysokim wzniesieniu, robi niesamowite wrażenie. Jest bardzo okazała. I żadna tam ruina. Cały kompleks został starannie odnowiony. Z parkingu ostro pod górę podeszliśmy do świątyni.
Wszystko elegancko wyremontowane, aż za ładnie jak na nasz gust.
Pop po gruzińsku udzielał informacji. Turystów było sporo.
Ja zwróciłam uwagę na piękną marmurową podłogę z motywami roslinnymi i zwierzęcymi.
GS poszedł jeszcze do klasztoru wysoko po schodach. Ja zeszłam do buchanki na parking. Twierdza znalazła swoje duchowe powołanie dopiero w 2008 roku, kiedy została konsekrowana jako klasztor nazwany na cześć Ojcow Asyryjskich.
Wracamy na drogę prowadzącą do Gori. Mamy już niedaleko.
Do miasta wjeżdżamy boczną ulicą przez most. Jesteśmy w centrum, gdzie kwitnie bujna roślinność, taki olbrzymi skwer. Parkujemy przy ulicy i idziemy do Muzeum Józefa Stalina.
Sam budynek jest rozległy i ponury. Za to wnętrze muzeum wprawia w osłupienie. Na niczym nie oszczędzali. I to wszystko dla jednego tyrana.
Lwią część zgromadzonych pamiątek stanowią prezenty, które Józef Stalin otrzymywał ze wszystkich podległych krajów.
Trafiały one natychmiast do muzealnych zasobów.
Wśród eksponatów są też liczne meble, obrazy, plakaty, popiersia i rzeczy osobiste,
a także jedna z wielu masek pośmiertnych. Jeden z największych zbrodniarzy świata, 20 milionach zgładzonych ludzi ma tutaj olbrzymie muzeum pamięci.
Chodząc po tych muzealnych salach mamy mieszane uczucia. Gori jest miastem Stalina i to się czuje. Sześciometrowy pomnik wodza stał przed najważniejszym budynkiem w mieście aż do czerwca 2010 r., gdy pod osłoną nocy został usunięty i wywieziony. Wcześnie wielokrotnie władze planowały się go pozbyć zarówno w latach 50., 80. i później. Niestety za każdym razem spotykano się z silnym oporem mieszkańców.
Jest też sklepik z suvenirami ze Stalinem . Dziwny jest ten świat.
Dom rodzinny Stalina stoi na placu przed muzeum, ukryty pod swego rodzaju mauzoleum.
Dom ma dwoje drzwi i piwnicę. W jednym pomieszczeniu mieszkał właściciel, w drugim mały Józef z rodzicami, a na dole mieścił się warsztat szewski jego ojca.
Przy muzeum stoi pomnik Stalina i jego opancerzony wagon . Aż kręci się nam w głowach z tych emocji. Gruzja pełna jest skrajności