20.09. Sobota- wschód słońca na Pamukkale. Rano ogarniamy się szybciutko. Mamy jeszcze zapas wody więc kąpiel poranna jak najbardziej wskazana.

Ostatni rzut oka na wielgachną białą skałę i możemy zjechać na dół, minąć uśpioną wioskę i… nagle sygnał od GS wyciek oleju. Zatrzymujemy się w bocznej drodze. Ja chodzę po poboczu. GS naprawia. Możemy jechać dalej w kierunku morza.

Boczne drogi zaprowadziły nas na pola bawełny.

Akurat zaczynają rozwijać się bawełniane kwiaty. Istne cudo. Są jak wata.

Pierwszy raz widzimy bawełnę na polu. I własnoręcznie ją zbieramy 🙂

Dojeżdżamy do Efezu. Najsłynniejszą osobą pochodzącą z Efezu był filozof Heraklit, żyjący na przełomie VI i V wieku p.n.e. Swoje poglądy wyrażał w niejasny i alegoryczny sposób, a znany jest obecnie głównie jako autor słów “Niepo­dob­na wejść dwa ra­zy do tej sa­mej rzeki” oraz zwrotu “Wszystko płynie”. Wyrażał w nich centralny element własnego systemu filozoficznego, którym była ciągła zmiana.

Podjechaliśmy na parking przy starożytnych ruinach. Cena biletów nas powaliła 40 Euro od osby to już lekka przesada, aż takimi miłosnikami starożytnych ruin i mitologii greckiej nie jesteśmy. Podjechaliśmy na punkt widokowy pod wielki pomnik Matki Boskiej i zawrócilismy nad morze.

Na dzisiaj mamy dosyć zabytków i drogi. Morze, plaża, piasek- tego nam potrzeba. Na plażę zjechaliśmy bez problemu. Parkuje tutaj wiele aut. Odjechaliśmy kawałek dalej od wejścia. Upał jest niemiłosierny. Buchanka trochę nas osłania od słońca. Przebieramy się i od razu wchodzimy do wody. Ciepła i słona. Jest cudownie.

Robimy tradycyjny łabuński makronowy obiad i odpoczywamy w cieniu buchanki.

I tak do zachodu słońca. Później zaczęli zjeżdżać się wędkarze. Całą noc łowili ryby. Nie wiem jakie bo żadnej nie widziałam. Zachowywali się cicho i ze snem nie było problemu

21.09.Niedziela – Wschód słońca na plaży w pobliżu Efezu.

Wędkarze niezmordowanie łowili do rana. Później przyjechali następni. To jakiś turecki sport narodowy te wędki.

My pakujemy nasze rzeczy, wymiatamy piasek z buchanki. Uprzejmy Turek poczęstował nas gorącą herbatą, to kolejna ich rozrywka – herbata. Dzisiaj mamy w planie zobaczenie Troi. Na mapie miałam dokładnie zaznaczone gdzie mamy jechać. Wzdłuż wybrzeża prosto do Troi. GS wybrał jednak zupełnie inną drogę do innego miejsca!

Ustawił nawigację na Pergamon zamiast na Troję. Oddalamy się od brzegu morza. Wjechaliśmy ponownie w góry. Ja wzburzona, że oddalamy się od celu, bo mam prawidłowo Troję ustawioną na mapie. GS wściekły bo uznał Pergamon za Troję. No nic. Jedziemy przez te góry, szutrową drogą. Mijamy dwie wioski ze starą turecką zabudową. Od Turka przy drodze kupiliśmy kilka melonoarbuzów.

Dojechaliśmy na miejsce, do sporego turystycznego miasta. Wjechaliśmy na antyczną górę zapchaną autami i ludźmi.

To zdecydowanie nie dla nas. Te wszystkie antyczne ruiny z kolumnami.

Zjeżdżamy z powrotem do miasta. Odnaleźliśmy drogę do Troi. Ruchliwą i zatłoczoną bo prowadzącą prosto nad morze.

Po drodze mijamy setki hektarów upraw oliwek i zakłady przetwórstwa oliwek.

Przy jednym zatrzymujemy się i kupjemy oliwę.

Dojeżdżamy do Riwiery Tureckiej. To nie nasza bajka dlatego szybko mijamy dziesiątki hoteli, pensjonatów i innych atrakcji, które daje ten rejon rzeszy turystom.

Przed nami Troja. Parkujemy przed bramą i rezygnujemy. Pojechalismy prosto nad Cieśnię Dardanele. To cieśnina między Półwyspem Bałkańskim w Europie a Azją Mniejszą, łącząca Morze Egejskie z morzem Marmara. Cieśnina ma długość 61 km, ale zaledwie 2 km szerokości w miejscu gdzie stoimy.

Czegoś tak niemożliwego jak te ogromne transportowe statki przepływające przy samym brzegu i mijające się o mały włos nie spodziewaliśmy się zobaczyć.

Wieje porywisty wiatr, w pewnym momencie wyrywa drzwi buchanki i wgniata blachę na boku. Naprawa drzwi w tej wichurze nie należała do przyjemnych. Udało się to najważniejsze.

Miejsce na nocleg wybieramy nad samym brzegiem, oglądamy zachód słońca i przepływające statki. W nocy zapalają się światła wielkich portów położonych nad cieśniną. Wieje mocno, ale stoimy w piachu to raczej nas nie zwieje do wody.

22.09.Poniedziałek – Wschód słońca Dardanele.

Woda w cieśninie jest srebrzysta.

Statki dalej płyną w jedną i drugą stronę. Pakujemy nasz domek i jedziemy obejrzeć stary fort położony wysoko na brzegu.

Miejsce jest opuszczone i zaniedbane, kilka budynków, kilka atrap armat.

Po cieśnie płynie żaglówka z maleńkim białem żaglem.

Nieuchronnie zbliżamy się do granicy Turcji i do Europy.

Dzieli nas od niej Most Çanakkale 1915. Otwarty w 2022 roku most wybudowany został nad Cieśniną Dardanelską i łączy Europę z Azją. ma 4608 m długości i 318 m wysokości.Tym samym stał się najdłuższym mostem wiszącym na świecie.

Mamy niesamowitą frajdę wjeżdżając na ten gigantyczny most. Opuszczamy Azję i wjeżdżamy do Europy.


Jeszcze opłata za przejazd 80 zł i możemy spokojnie kierować się do granicy.

GS wybrał inne przejście graniczne prowadzące do Grecji. Fantastyczna sprawa. Przejście tylko dla osobówek, nas przepuścili bez słowa.

Poszło szybko. I jesteśmy w Grecji. Planujemy powrót do domu .

Galeria

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.