Szeroką asfaltową drogą wjechaliśmy na wysokość około 2000 m n.p.m. do wschodniej Turcji. Mijamy Jezioro Çıldır to duże jezioro słodkowodne położone blisko granic z Gruzją i Armenią. Teren wokół górzysty, pustkowie, żadnej wioski. Przy granicy rozstawione są dosyć gęsto posterunki z żołnierzami. Zbliżamy sie do Kars to duże ponad 100 tyś. miasto. W X w. było ważnym ośrodkiem Armenii . W 1921 roku na mocy Traktatu z Karsu, podpisanego pomiędzy Turcją i nowo powstałym Związkiem Radzieckim, prowincja Karsu przeszła pod kontrolę Turcji. Związek Radziecki uzyskał w zamian kontrolę nad prowincą Adjara ze stolicą w Batumi.
Kars jest bardzo rozbudowany i ma same jednokierunkowe uliczki. Ruch o godzinie 15 był dla nas nie do poknania. Kręciliśmy się wokół centrum, ogrodzonej murem jednostki wojskowej. Zaraz za murem jednostki stały bloki mieszkalne.
Mieliśmy w planie dojechanie w pobliże cytadeli położonej na wzgórzu górującym nad miastem. Nie udało nam się zaprkować.
Godzinę zajął nam wyjazd z miasta ! Przemieszczamy się szeroką, wygodną autostradą cały czas na wschód do samej granicy z Armenią. Robi się już wieczór . Wokół górzyste pustkowie nie ma gdzie zjechać.
Mijamy pola uprawne, stada krów, kóz, owiec. W miejscowości Digor decydujemy się na zjazd w boczną drogę prowadzącą prosto do granicy z Armenią. Trudno może gdzieś uda nam sie przycupnąć za jakąś górką.
Za wioską zjeżdżamy w polną drogę, jest górka, są pastwiska i krowy. Jest zachód słońca.
i jest ona Góra Ararat.
Miesiąca siódmego, siedemnastego dnia miesiąca arka osiadła na górach Ararat. Woda wciąż opadała aż do miesiąca dziesiątego. W pierwszym dniu miesiąca dziesiątego ukazały się szczyty gór (Księga Rodzaju 8,4 – 8,5).
to uśpiony od niepamiętnych czasów wulkan, którego wierzchołek pokryty jest śniegiem. Ta położona, na Wyżynie Armeńskiej góra od dawien dawna kojarzona jest z historią biblijnego Noego, a poszukiwacze przygód szukają na niej pozostałości słynnej arki.
Wysoka na 5137 metrów góra jest najwyższym szczytem Turcji. Zapada noc i widzimy światła Armeni. W nocy podjechał do nas ciągnik z doczepionym pługiem. Starszy miejscowy rolnik mówił tylko po turecku, żadne google z tłumaczem nie działały. Dopytywał czy uciekliśmy z Armeni tyle zrozumieliśmy. Udało nam się go przekonać, że jesteśmy turystami z Europy. Odjechał, a my czekaliśmy na żandarmów i w najlepszym razie nocleg na posterunku. Nikt nie nadjechał. Za to o 3 rano obudziły nas ostre światła latrek i beczenie owiec. Kilku pasterzy pędziło stado na pastwiska.Ta noc nie należała do najspokojniejszych.
13.09. Sobota – wschód słońca na Wyżynie Armeńskiej.
Raniutko pijemy kawę i szybciutko wracamy na główną drogę. Jedziemy teraz przy samej granicy z Armenią.
Mijamy posterunek za posterunkiem. Żołnierze z długa bronią, w pełnym uposażeniu zatrzymują każdy miejscowy samochód. Turystów przepuszczają. Mijamy kolorowe wzgórza brunatne, brązowe, złote.. Gdzie niegdzie pasą się krowy, kozy. Brakuje mi zieleni. Odkąd wjechaliśmy do Turcji nie spotkaliśmy choćby drzewka. Wjeżdżamy na górę, na remontowany odcinek autostrady.
Nagle w dole widzimy zieloną oazę, bujną zieleń w dolinie rzeki. To armeńskie starożytne miasto Bagaran. Po tureckiej stronie granica jest zamknięt i pilnie strzeżona. Przejeżdżamy przez małą, zamieszkaną przez Kurdów osadę Kilittasi. To część Bagaran po tureckiej stronie. Dojeżdżamy do Iğdır Miasto jest stolicą nadgranicznej prowincji o tej samej nazwie. Na terenie prowincji znajduje się góra Ararat.
Jej zapierający dech widok towarzyszy nam od teraz przez wiekszość drogi. Nie da się jej nie zauważyc.
Góruje nad wszystkim wokół, sięga zaśnieżonym wierzchołkiem chmur. My jedziemy jeszcze kawałek w kierunku granicy z Armenią do Pomnika Ludobójstwa.
Parkujemy przy wysokim 43 m Monumencie z granitu i marmuru przedstawiającym pięć mieczy zbiegających się w kopułę. Pomnik, otwarty w październiku 1999 roku, upamiętnia tureckich cywilów, którzy stracili życie podczas konfliktów z siłami ormiańskimi w okresie pierwszej wojny światowej.
Pod pomnikiem znajduje się muzeum opisujące pogromy. Nikt w to nie wierzy, ale pomnik stoi i jego pięć mieczy stykających się końcami, ma przypominać górę Ararat. Jest piękny słoneczny dzień tylko jedna mała chmurka zwiesiła się na szczycie Arartu. Drogą z Idgir do Doğubeyazıt wjeżdżamy długo pod górę na 3000 m.n.p.m. Po lewej stronie mamy widok na Ararat.
Stajemy na parkingu robimy śniadanie i ostatnie foty Góry.
Zjeżdżamy do Doğubeyazıt miasta położonego blisko granicy z Iranem. Na wysokości ok. 2000 m n.p.m. na wzgórzu zbudowano warownię.
Decydujemy się na zwiedzanie Pałacu Ishaka Paszy. Dojezdżamy na parking przy Pałacu. Sam pałac nie jest zbyt wielki. Zbudowany z jasnego kamienia, bogato zdobiony relifami w niczym nie przypomina naszych europejskich zamków. Raczej bardziej te z bajek o księżniczkach. Kupujemy bilety i wchodzimy do środka.
Znaczną część pałacu przykryto dachem z przeźroczystych płyt poliwęglanowych. Ozdobne wejście do pałacu prowadzi na pierwszy dziedziniec, który był dostępny dla kupców i gości.
Na drugi dziedziniec wstęp mieli jedynie specjalni goście oraz rodzina zarządcy, tutaj znajdują się wejścia do części prywatnej z pokojami dla haremu, kuchnią, łazienką, ubikacją oraz półprywatnej , do kwater strażników, spichlerzy oraz grobowca w północno-zachodnim rogu kompleksu. Grobowiec udekorowany jest mieszaniną seldżuckich rzeźbień i perskich reliefów.
Zjechaliśmy do miasta. Planujemy na nocleg brzeg Jeziora Wan to największe i najgłębsze słone jezioro w Turcji. Jedziemy bardzo blisko granicę z Iranem
Co kilka kilometrów ustawione są kontrole uzbrojonych pograniczników.
Przy drodze krajobraz księżycowy zastygłej lawy wulkanicznej. Rumowisko ostrych kamieni nie do przejścia. Mijamy dwa miasta. Z obu stron autostrady stoją wysokie domy charakterystycznie ozdobione motywami tureckimi. Kilka sklepów, market, składy budowlane. Za domami skalista pustynia. W miejscowości Unseli zjeżdżamy nad brzeg jeziora.
Jest plaża, ale ze względu na duży ruch tubylców rezygnujemy z noclegu na niej i parkujemy wyżej na kamieniach z widokiem na jezioro.. Nie ma tutaj żadnej roslinności. Nieopodal zaparkowali camperem Niemcy.
Idziemy wykąpać się w jeziorze. Od czasu kąpieli w rzece Kura obok Wardzi nie mieliśmy okazji spotkać zbiornika wodnego. Zejście do wody po stromym klifie w klapkach. W wodzie były ostre kamienie. Daliśmy radę, ale woda była dziwna, bardzo słona i lepka. Na wszelki wypadek po kąpieli spłukaliśmy się wodą pitną z naszych zapasów.
Później doczytałam, że to najwięke na świecie jezioro sodowe. Podobno nie szkodliwe dla człowieka 🙂 W jeziorze Wan żyje tylko jeden gatunek ryb z rodziny karpiowatych, które o dziwo są przystosowane do życia w tych nietypowych warunkach. Zawsze to jakaś pociecha. To największe tureckie jezioro ma około 120 km długości, 450 metrów głębokości Około dwieście tysięcy lat temu w wyniku erupcji wulkanu Nemrut, który znajduje się w pobliżu, odpływ wody w jeziorze został zablokowany przez strumień lawowy, który miał 60 km długości! Od tamtej pory jezioro stało się bezodpływowe. W wodzie rzekomo żyje potwór. Prawdopodobnie ponad tysiąc osób widziało na własne oczy istnienie zwierzęcia. Nagrania, które wyciekły od tych osób przedstawiają zwierzę, które ma 15 metrów długości, kolce na grzbiecie i może przypominać nawet plezjozaura.
Po przeczytaniu tych wszystkich optymistycznych informacji mogliśmy spać spokojnie.
14.09.Niedziela- Wschód słońca nad Jeziorem Wan
Świt. Setki szpaków urządziło sobie miejsce odpoczynku przy buchance. Są też mewy żołny i kormorany. Ptaki się budzą my też. Na śniadanie przyszły dwa szczeniaki. Wyjeżdżamy na asfaltowa drogę, mijamy Niemców jeszcze śpią?.
Jedziemy wzdłuż brzegu jeziora, który jest bardzo zabudowany i bogaty w infrastrukturę. Jezioro przynosi zyski z wydobycie sodu. Proces jest prosty, odbywa się poprzez odparowywanie jego zasolonej wody.
Zjeżdżamy do wioski, teren bardziej rolniczy, pola, łąki, krowy. Wszystkie kobiety w muzułmańskich strojach. Na skraju tej wioski bliżej podmokłego terenu jeziora od wieków stoi kurchan i stare cmentarzysko.
Teren jest ogrodzony trwają na nim prace remontowe. Przygotowywany jest do zwiedzania przez wycieczki z turystami. Możemy wejść na kurchan.
Robimy zdjęcia. Suche trawy falują na starych kamiennych nagrobkach.
Widać na nich słowiańskie znaki.
Piękne, zapomniane i ukryte w trawach miejsce. W oddali widać błękit jeziora.
Kawałek dalej po wyjechaniu z wioski robimy krótką przerwę w lasku nad brzegiem jeziora. Śmieci jest tutaj naprawdę sporo. Idę do wody. Wszędzie te ostre kamienie, muł, i biały osad sodu.
Pijemy kawę i zjadamy melonoarbuza. Co za pyszny owoc.W miescie Ahlat zatrzymalismy sie na parkingu przy Cmentarzu seldżuckim.
To rozległy, średniowieczny cmentarz muzułmański, znany jako największy tego typu na świecie. W tym miejscu również przeprowadzono prace remontowe z myślą o wygodzie turystów. W podobnym stylu jak przy kurhanie.
W brązowej kolorystce zbudowano socjalno – informacyjny budynek. Cały teren jest ogrodzony.
Przy nagrobkach postawiono jednolite brazowe tablice informacyjne, żwirowe ścieżki usypano pomiędzy nimi.
Spacerujemy ścieżkami po rozległym cmentarzu z setkami misternie rzeźbionych nagrobków, doskonale zachowanych. Ahlat, położony nad Jeziorem Wan, był ważnym miastem za czasów panowania Seldżuków. Stanowił centrum kulturalne i handlowe, a także strategiczny punkt obronny. Seldżucy, którzy panowali w różnych krajach Azji Zachodniej od XI do XIV wieku, rozwijali miasta takie jak Ahlat, które stały się ważnymi ośrodkami ich imperium. I wtym miejscu żegnamy się z tym tajemniczym jeziorem. Chcemy dzisiaj wjechać na Wulkan Nemrut i tam przenocować.