17-08-2025 r. Niedziela W połowie sierpnia wyruszyliśmy do Gruzji. Nie było by to możliwe bez kilku tygodni wcześniejszych przygotowywań, zachęty ze strony rodziny, ich wsparcia w opiece nad naszym domostwem i naszymi kotami 🙂

Opracowaliśmy dokładny przewodnik co mamy zobaczyć po drodze. Zaplanowaliśmy w nim trzy etapy podróży. Pierwszy etap to możliwie szybki dojazd do Gruzji. Drugi to eksploracja Gruzji. Trzeci to powrót do domu przez Turcję Wschodnią.


W słoneczny niedzielny poranek buchanka czeka na nas spakowana do drogi.

No to ruszamy 🙂

Jedziemy w nieznane, do Azji 🙂

Pierwszą noc po przejechaniu 500 km spędziliśmy nad Jeziorem Bukówka niedaleko przejścia granicznego w Lubawce. Zaparkowaliśmy auto przy samym brzegu jeziora.

Pierwsza kolacja i pierwszy nocleg.

18-08 Poniedziałek – wschód słońca nad J.Bukówka

Szósta rano pobudka. Wita nas chłód poranka i nieruchoma tafla jeziora. Wokół góry może niezbyt wysokie, ale zawsze to góry. Stado kaczek podpłynęło do nas na śniadanie. Plan na dzisiaj to zakupy w Lubawce, tankowanie auta, wjazd do Czech, przejechanie Czech i nocleg na Węgrzech nad Balatonem. Przed nami kolejne 500 km do przejechania.

W Czechach zaliczyliśmy pierwszą wpadkę z opłatą za autostradę. Opłaty, zgodnie z ustawieniami nawigacji miało nie być, a jednak była. Na szczęście zapłaciliśmy już po przejechaniu tego odcinka i było po sprawie. Stres jednak nas dopadł.

Wjeżdżamy do Słowacji. Cofając GS wjechał w słupek i uszkodził światełko przeciwmgielne. Nieźle się zaczyna 🙂

Omijamy Bratysławę i przez puste przejście graniczne wjeżdżamy na Węgry. Zaliczyliśmy nocną jazdę po krętej górskiej drodze i nocą dojechaliśmy nad brzeg Balatonu. Jak zawsze to najtrudniejszy moment wieczoru. Gdzie zaparkować na noc? W miejscowośći Balatonakarattya. Ten trudny wybór ograniczył się tym razem tylko do dwóch parkingów, ale należało wszystko dokładnie objechać. W końcu zaparkowaliśmy. Od brzegu Balatonu oddzielał nas pas zabudowany domkami jednorodzinnymi i knajpkami.

Jest ciepła noc, w oddali słychać muzykę i cykady dają czadu. Wykąpaliśmy się w Balatonie.

Brzeg wielkiego jeziora oświetlały lampy.

19-08 Wtorek – wschód słońca nad Balatonem.

Mieszkańcy domków powoli się budzą. Biegają, spacerują z psami. My też wstajemy i zwiedzamy najbliższą okolicę. Z kubkami świeżo zaparzonej kawy poszliśmy na spacer nad jezioro.

Miejsce sprawiało wrażenie opuszczonego. Wiadomo jest już po sezonie. Słońce przygrzewa czas ruszać w kierunku Rumunii.

Robimy krótki postój na śniadanie nad niewielkim jeziorkiem w Mezőszilas

Tepmeratura powietrza rośnie wraz z mijanymi kilometrami.

Kolejny postój w rezerwacie ze stepową roślinnością obok Tázlár .

Przejeżdżamy granicę z Rumunią. Teraz to formalność, nie ma kontroli. Mijasz tablicę, że to już Rumunia i jedziesz dalej. Ten upał to jednak nie do zaakceptowania jest. My z północy kraju, naszego chłodnego Bałtyku po prostu się topimy, ale nie tylko my.

Na stacji benzynowej, zbiornik z gazem, gdzie tankujemy buchankę oblewają zimną wodą z żółtego węża. Takie chłodzenie 🙂 Po 420 km tej sauny i przejechaniu przez zakorkowaną Timisoarę mamy na dzisiaj dosyć dalszej jazdy.

W Slatina-Timiș zatrzymaliśmy się przy głównej drodze,na Campingu SILVIA. Trochę siermiężny ten camping, ale jest prąd, ciepła woda i nikogo oprócz nas. Jest ok.

20-08 Środa – wschód słońca na Campingu SILVIA

Koguty pieją. Tiry nic a nic nie zwalniają. Przez całą noc pędziły w kierunku Bułgarii i z powrotem. Szybkie śniadanie, pakowanie i jedziemy na granicę z Bułgarią. Dojechaliśmy do Przełomu Dunaju. Dalej jedziemy drogą wzdłuż granicy z Serbią.

Zatrzymujemy się w Orșova obok sporego pomnika przedstawiającego kobietę z wieńcem gotową do skoku, do Dunaju. Danubia takie nadano jej imię, to rumuńska statua wolności. Tysiące Rumunów zapłaciło życiem w czasach komunizmu za próbę ucieczki z Rumunii, przepływając w tym miejscu Dunaj i uciekając przez Serbię do lepszego świata. Ten pomnik ma upamiętniać ich odwagę.

Kawałek dalej mijamy zaporę wodną na Dunaju.

W Calafat przejeżdżamy most nad Dunajem i już jesteśmy w Bułgarii

Krótka przerwa na kawę w parku nad rzeką w mieście Vidin

Co za los. Znowu omyłkowo wjechaliśmy na autostradę, ale w sumie wyszło to nam na dobre bo zaraz wykupiliśmy winietkę i dalej jechaliśmy już tylko autostradą. Minęliśmy Sofię i gdzieś przed miastem Płovdiw zrobiło się już ciemno, byliśmy zmęczeni. Czas na odpoczynek. Wyszukany na mapie camping, okazał się w realu porażką, teren od dawna jest opuszczony. Zawracamy. GS szuka czegoś na swojej mapie z noclegami na dziko. Zjeżdżamy nad rzekę. Rzeka szeroka i raczej głęboka. Szybko płynie tyle zauważyliśmy przy światłach buchanki. Zostajemy tutaj na noc, nad brzegiem rzeki Marica, schowani za drzewami.

Nie było nam dane zjeść kolacji w świetle księżyca bo nadleciał piekielny rój muszek, oblepiły dokładnie całą buchankę. My schowaliśmy się do środka. Trochę gorąco, ale przytulne wnętrze naszego domku rekompensuje wszystko.

21-08 Czwartek. – wschód słońca nad rzeką Marica.

Budzimy się w pięknych okolicznościach przyrody. Rzeka dzika, polują w niej zimorodki. Brzegi porośnięte bujnie wszelakim zielskiem. Przyjemny poranek. Dzisiaj planujemy dojechać do granicy z Turcją i ją przekroczyć. Jak na razie idzie nam całkiem sprawnie. Powoli ograniamy nowe realia życia w małej przestrzeni naszej buchanki.

Pokonujemy przełęcz Hasaja 1405 m.n.p.m.

Do granicy jedziemy autostradą.

Granica z Turcją. Najpierw odprawa w Bułgarii. W miarę szybko.

Następnie odprawa w Turcji. Pierwsze okienko kontrola paszportów, odesłali nas do kolejnej kontroli na szczęście w garażu się odbyła, bo temperatura sięgała chyba z 40 stopni. Przeszukali buchankę i odesłali do kolejnego okienka z kontrolą ubezpieczenia. Mamy zieloną kartę spoko. Po około 2 h tego krążenia po gorącym placu mogliśmy wjechać do Turcji.

Galeria

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.