12.02.2022 r. Sobotni poranek jak tydzień temu słoneczny i ciepły. Ruszamy w kierunku Białogardu.

Pierwszy na trasie pałac w Lekowie częściowo wyremontowany, ale zupełnie niedostępny można go podziwiać jedynie z drugiego brzegu jeziora.

Niestety słońce mieliśmy prosto w oczy trudno było cokolwiek zobaczyć, nie mówiąc już o robieniu zdjęć.

Wyjeżdżając z Lekowa w kierunku Sławoborza zauważyliśmy w polu ruiny zarośnięte wyosokimi drzewami.

Był dojazd i okazja przyjżenia im się z bliska. Kamienne ruiny prawdopodobnie jakiejś kapliczki, a może budynku gospodarczego. W środku leżały belki i trochę zbutwiałych desek z dachu.

W Sławoborzu znależliśmy pięknie zachowany stary ceglany młyn z 1846 r. wybudowany nad rzeką Pokrzywnicą.

Cześć zabudowań młyna jest zamieszkała, a część gospodarcza dobrze zachowana z całymi oknami i urządzeniami młynarskimi wewnątrz. Co było widoczne przez szybę 🙂

Zaraz za Sławoborzem po przejechaniu 2 km skręcamy w lewo i naszym oczom ukazuje się Zalew Sidłowo.

Bardzo ładne miejsce, zadbane przez PZW. Obie części Zalewu łączą się szeroką na 3 metry groblą.

Do Sidłowa i głazu narzutowego w kształcie serca pojechaliśmy śródpolną drogą,

a potem przez las.

Na szczęście drogi nie tarasowały powalone drzewa, ale mogliśmy spotkać się ze strażą leśną. Po ok. 2 km docieramy do głazu narzutowego leżącego w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki Pokrzywnicy.

Jest to okazały głaz w kształcie serca, porośnięty mchem, z bardzo interesującą i tajemniczą rysą (obwód 11 m, szerokość 5 m, wysokość 1,8 m).

Na głaz spadło drzewo i częściowo przysłoniły go gałęzie.

Wyjeżdżamy szybko z lasu. Mieliśmy dużo szczęścia bo przy następnym wjeździe stał samochód straży leśnej.

Kolejna wioska na naszej trasie to Podwilcze, w której stoi piękny neogotycki pałac. . W latach 1954-57 mieścił się w nim dom dziecka. Później pałac użytkowany był przez Zakłady Górnicze w Polkowicach na kolonie dla dzieci. Podjechaliśmy pod samą bramę.

Pałac zrujnowany bez okien, częściowo bez dachu. Ktoś go kupił i coś tam robi, ale zgroza jak strasznie został zdewastowany.

Koło miejscowości Gruszewo zjechaliśmy z trasy na Białogard i dziurawą drogą, która zamieniła się w drogę leśną

dojechalismy nad jezioro i ruiny starej posiadłości.

GS twierdził, że to był kiedyś pałac. Powalone drzewa i głębokie wąwozy nie zachęcały do szukania skrótów i wycofaliśmy się tą samą drogą co przyjechaliśmy.

Dojechaliśmy do Czarnowęs. Typowa zaniedbana wioska, w której też jest pałac siedziba byłego PGR-u, park i ciekawostka. Przy szczycie doliny rzeki Mogilicy

znajduje się kamień o obwodzie około 5 m, w którym wykuto kamienną ławkę z oparciem, tzw. „ławkę diabła”.

Na oparciu widoczne jest wgłębienie przypominające ludzką dłoń. Miejscowa legenda głosi, że jest to odcisk dłoni diabła, a ławka to był jego tron. Diabłem był szlachcic opętany przez diabelskie moce, ostatni właściciel pałacu w Czarnowęsach.

Zaraz za Podborskiem ukryte w lasach jest interesujące miejsce. Obiekt 3001 to dawny, tajny magazyn broni atomowej. Nie było go na żadnej mapie, a o jego istnieniu wiedziało zaledwie kilkanaście osób. W okresie zimnej wojny ZSRR w trzech miejscach na terenie Polski składowało głowice i bomby atomowe. W obiekcie 3001 znajdowały się dwa składy specjalne T7 – żelbetowe magazyny typu ” Monolit “.

W latach 70-tych, wzniesiono dodatkowo schron typu „Granit”.

Obecnie znajduje się tutaj oddział Muzeum Oręża Polskiego – Muzeum Zimnej Wojny. W środku nie bylismy bo w zimie niestety wszystko pozamykane 🙂

Pozostałe budynki bazy zajmuje Służba Więzienna.

Na stacji kolejowej w Podborsku trafiliśmy na pomnik.

To właśnie do tego miejsca przywożono jeńców wojennych, alianckich lotników i prowadzono ich w grupach po 100 osób do ukrytego w lesie obozu Stalag Luft IV.

Mniej więcej trzykilometrowy marsz kończył się przed wykonanym z drutu kolczastego, wysokim ogrodzeniem.

Niemcy przetrzymywali tutaj około 10 tysięcy alianckich lotników. Choć zlokalizowany kilka kilometrów od Tychowa Stalag Luft IV był jednym z największych obozów jenieckich, w powszechnej świadomości wiedza o nim jest znikoma, bo i śladów pozostało niewiele. Kres obozu nastąpił na początku 1945 r. 28 stycznia z Podborska wyruszył transport kolejowy do Barth. W towarowych wagonach wieziono na zachód 1,5 tys. jeńców, przede wszystkim chorych. Taką samą liczbę więźniów wywieziono 2 lutego do Norymbergi. Pozostali, między 6 a 8 lutego zostali ewakuowani pieszo w tzw. „Marszu Śmierci”. Wędrówka, której wielu nie zdołało przeżyć, trwała 87 dni. Zakończyła się ona po pokonaniu 950 km, na początku kwietnia w Fallingbostel.

Zatrzymaliśmy się obokok pomnika znajdującego się tuż przy głównej, obozowej drodze. Pomnik autorstwa koszalińskiego artysty, Zygmunta Wujka, odsłonięty w 1992 r. przypomina o tragicznym losie alianckich jeńców.

Jedziemy dalej. Ostatnia wioska z pałacem przed nami – Dobrowo

Zaniedbana wioska, opuszczony młyn i piękny neogotycki pałac, który po II wojnie światowej przeszedł dwa generalne remonty i był użytkowany przez różne publiczne instytucje do 2000 r.

Rozkradziony i zdewastowany w ciągu ostatnich 20 lat do tego stopnia, że nadaje się tylko do rozbiórki.

Na krótko zatrzymaliśmy się w Białogardzie.

Zatankowaliśmy gaz i dojechalismy do starówki.

W Reza Kebab zjadamy pyszny ogromny kebab.

Wieczorem w stronę zachodzącego słońca wracamy do domu.

W głowach kolebie nam się myśl, co po nas zostanie? Trochę gruzu i pustynia bez lasów. Zaśmiecone, zadymione wioski, obskurne miasteczka.

2 Replies to “W drodze do Białogardu śladami historii”

  1. Drogi znany nam Anonimie mamy nadzieję na Twoją obecność u nas i wspólne omówienie tych kilku punktów, które zliczyłeś 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.